Playlist

piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział 6.

        Podniosłem się i poszedłem za Pezz. Do domu weszła Steph. Była całą mokra i zimna.
        -Gdzie ty się do cholery podziewałaś?! - wykrzyczałem rozzłoszczony. Miałem mieszane uczucia. Z jednej strony chciałem ją przytulić i cieszyć się jej powrotem, a z drugiej dać jej szlaban na 2 tygodnie.
        -Byłam w parku. Mówiłam ci. Później szłam powoli i jakoś tak samo zeszło.
        -Steph...- nie wytrzymałem i zamknąłem ją w żelaznym uścisku. - Strasznie się o ciebie martwiłem. Czy ty w ogóle masz pojęcie, jacy ludzie chodzą o tej porze po mieście? Gdyby coś ci się stało, nigdy bym sobie nie wybaczył, że cię puściłem tam samą.
        -Zay- wtrąciła moja ukochana - nie złość się.
        -Ale jak ja mam się nie złościć, kiedy, przez nią, prawie nie dostałem zawału.
        -Przepraszam...- wyszeptała moja siostrzyczka- Nie chciałam, żebyś się denerwował.
        -No dobrze... Głodna? - postanowiłem zmienić temat.
        -Eeee... Nie, dziękuję. Jeśli pozwolisz, chciałabym iść teraz do swojego pokoju.
        -Naturalnie...
        I wyszła, a ja zostałem z Perrie w korytarzu. Poszedłem do salonu i zacząłem przeglądać jakieś czasopismo.
        -Kochanie, przestań - pokręciła głową.
        -Ale o co chodzi? To już nie mogę poczytać gazety?
        -Zayn, nie oszukasz mnie. Wiem co robisz. Udajesz, że nic się nie stało.
        -No bo nic się nie stało. Przyszła cała i zdrowa... - przerwałem, bo zaczęła wiercić we mnie swoim podejrzliwym wzrokiem - no dobra. Jestem zły. Lepiej?
        -O wiele - usiadła zgrabnie obok mnie i pocałowała. Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem całusa -Muszę już iść.
        -Zostań ze mną - zaproponowałem. Dziewczyna uśmiechnęła się.
        -Nie mogę, jutro rano jedziemy do studia. Może innym razem?- wstała i skierowała się w stronę drzwi. Zrobiłem to samo i patrzałem, jak Pezz nakłada ciemno brązowe kozaczki na wysokim obcasie, beżową kurtkę, kremowy szalik i rękawiczki do kompletu. Pocałowała mnie przelotnie w policzek i wyszła.
**Oczami Steph**
        Następnego dnia obudziłam się wcześnie. Spojrzałam na zegarek. 4:00. Zamknęłam więc oczy i spróbowałam przypomnieć sobie, co mnie obudziło. Nagle poczułam wibracje pod poduszką. Dostałam 2 esemesy. Od...Harrego?
        W pierwszym napisał:
Hej, Steph, co porabiasz?
        Uważał, że jest zabawny? Co normalny człowiek może robić o 4 rano? Zabrałam się za czytanie 2:
H: Stephanie, czemu mi nie odpisujesz?

S: Nie odpisuję bo śpię. Czemu ty nie śpisz?

H: Nie śpię bo myślę o tobie. A, i jeszcze gadam z Niallem i Louisem.

S: Harry, przyznaj się, czy ty coś piłeś?

H: MOŻE?

S: TO PRZESTAŃ!

H: Nie będziesz mi mówić, co mam robić! A tak ogólnie, to co robisz?

S: Mówiłam ci już, że ŚPIĘ! Więc odczep się. Jak chcesz, możemy porozmawiać po południu, bo jestem zmęczona, a jak pewnie się domyślasz, muszę iść o 8:00 do szkoły.

H: Dobrze, już dobrze. O której kończysz?

S: O 14:30, a teraz daj mi spokój ok?

H: Przyjadę po ciebie z Liamem o 14:35 . Słodkich snów, najdroższa <3

S: Głupek...heh...

        Wyłączyłam telefon i liczyłam na dwie i pół godziny dalszego snu.
        Dzień w szkole szybko mi minął. W drodze na przystanek zaczepiła mnie Vans. Ubrana była w obcisły czarny top, różową spódniczkę i białe rajstopy w lekko widoczne, kwieciste wzorki.
        -Hej, Stephanie, co słychać?
        -Hej, wszystko w porządku. Którym autobusem jedziesz?- spytałam tak od niechcenia.
        -Eeee... Nie jadę autobusem. Chłopak po mnie przyjedzie za jakieś - spojrzała na zegarek - 10 minut. A ty?
        -Powinnam jechać 4, ale koledzy mówili, że po mnie przyjadą. 
        Szczerze w to nie wierzyłam. Do czasu, kiedy usłyszałam pisk opon za rogiem. Błyskawicznie odwróciłyśmy głowy i naszym oczom ukazał się czarny, lśniący samochód z przyciemnianymi szybami. Cudem nas nie rozjechał i zatrzymał się parę metrów od nas.
        -WOW! Ale bryka. Ciekawe, kto to, prawda?- spytała podekscytowana Vanessa.
        -Chyba wiem kto to...- mruknęłam
        Z czarnego Volvo wysiadł Harry. Tak, Harry - chłopak, na widok którego mdleją wszystkie laski. Boże, Vans dostanie palpitacji.
        -Yo, piękna - wsiadaj - krzyknął do mnie i machnął ręką abym podeszła.
        -Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!- piszczała Vanessa, tak głośno, że odskoczyłam od niej jak oparzona. 
        Zaniepokojony Liam wysiadł z tylnej części samochodu i razem z Harrym zaczęli iść w naszym kierunku.
        -Zamknij się Vans, narobisz mi obciachu.
        -No ale to jest HARRY STYLES i LIAM PAYNE!!!!! Musisz mnie przedstawić, koniecznie.
        -Dobrze, ale zachowuj się.
        W tym samym momencie chłopaki podeszli do nas.
        -Hej, Steph, co słychać?- pyta loczek
        -Hej, nic ciekawego.- Vans daje mi stójkę w bok - Au... Eee... To jest Vanessa, moja koleżanka.
        -Witaj Vanesso- przywitał się Liam i podał dziewczynie rękę. Vans uśmiechnęła się szeroko.
        -Cześć Lam. Tak się cieszę, że mogę was poznać w realu.
        -Fanka? - zapytał Harry
        -I to największa na świecie. Wiem o was wszystko, mam flakonik perfum, kupiłam wszystkie płyty, mój pokój jest cały w plakatach... i mam to- odwróciła się do nich bokiem i wskazała na swoją torbę z napisem "I LOVE ONE DIRECTION" 
        -Pokaźna kolekcja. Podwieźć cię?- zapytał Harry
        -Chętnie, ale nie. Zaraz chłopak po mnie przyjedzie.- w tym samym momencie podjechał srebrny kabriolet, a z niego wysiadł wysoki szatyn.
        -Vanessa?
        -Już idę. Miło było was poznać. Do zobaczenia- odwróciła się na pięcie i puściła biegiem w ramiona ukochanego. Spojrzałam na Harrego.
        -To co, jedziemy? - spytał
        -Pewnie.
        Wsiedliśmy do auta i wyjechaliśmy ze szkolnego parkingu. Siedziałam na miejscu pasażera obok Harrego, a Liam na miejscu za  mną.
        -Steph- zaczął Harry - przepraszam za dzisiaj rano. Byłem nawalony i robiłem różne głupstwa.
        -Nic się nie stało, poza tyn, że jestem niewyspana
        -Jeszcze raz przepraszam. Chcesz jechać do domu, czy gdzieś indziej? My wszyscy jedziemy do studia.
        Czyli, że będę sama? Nie chcę być sama. Co mogę porobić? Nie mogę zadzwonić do Vanessy, bo będzie z chłopakiem. Właśnie, muszę się dowiedzieć, jak się nazywa. Będzie mi się nudzić...O, już wiem... Jestem genialna. Zawsze chciałam tam pojechać. Odkąd zaczęłam się interesować muzyką.
        - A mogę pojechać do studia z wami?
        Harry spojrzał na Liama, a ten pokiwał głową.
        -Pewnie, nie ma problemu.
        Tak oto miałam spędzić popołudnie w studiu muzycznym. Jak byłam mała wyobrażałam sobie że jestem w takim studiu. Stawiałam wtedy przed sobą butelkę z wodą, zamykałam oczy i śpiewałam. Teraz jak o tym myślę, to było to idiotyczne. Zorientowałam się, że jesteśmy na miejscu, kiedy Harry zatrzymał auto i popatrzał na mnie.
        -Jesteśmy

-------------------------------------------------------------------------
Nareszcie!
Już traciłam nadzieję, że cokolwiek uda mi się napisać.
A jednak
Chciałabym zobaczyć co najmniej 10 komentarzy pod rozdziałem.
Serdecznie dziękuję Kremowej15 za to, że podpowiedziała mi, co mogę napisać.
Serdecznie zapraszam na jej bloga : Blog Kremowej15

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Przepraszam...

        Kochani
Baaaaaaaaaaaaajdźio was przepraszam, że tak długo nie ma nowego rozdziału. 
Tak jakoś wyszło. Mam dużo zaległości w szkole i zepsuł mi się komputer.
Obiecuję, że jakoś tak niedługo coś napiszę.
Prosze, nie bądźcie na mnie źli.
Jeszcze raz bardzo przepraszam.
Mam nadzieję do zobaczenia :)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 5.

        Kiedy byłam już gotowa, wzięłam małą mapkę od Zayna i założywszy niskie, brązowe kozaczki i beżowy płaszczyk wyszłam z mieszkania.
        Tak, jak mi mój brat oświadczył, droga zajęła mi 30 minut. Po drodze rozglądałam się dookoła, zwiedzając okolicę. Śnieg przysypał wszystko. Cały Londyn był jak z bajki. Świeciły lampki choinkowe porozwieszane na domach, wszędzie stały ozdoby Bożonarodzeniowe a ludzie śpiewali kolędy pod sklepami. Dokładnie tak, jak widuje się to na filmach familijnych.
        Po dotarciu do parku zaczęłam rozglądać się za fontanną. Mijając kolejne zaśnieżone drzewa, podziwiałam ich piękno. Nagle, gdy trwałam w rozmyśleniach, ktoś złapał mnie w pasie od tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry'ego. Staliśmy dokładnie koło fontanny, z której nie leciała woda. To pewnie dla tego jej nie słyszałam.
        -Hej Steph.- przywitał się grzecznie.
        -Hej Harry- odpowiedziałam uśmiechając się.
         Choć trwało to moment, zdążyłam się zarumienić. Cała scena wyglądała jak kadr z komedii romantycznej. Dla pozornego obserwatora wyglądalibyśmy, jak zakochana para. Czując lekkie skrępowanie, delikatnie odsunęłam, a on opuścił ręce i uśmiechnął się.
        -Co słychać?
        -Dobrze. A u ciebie? Co dzisiaj porabiałeś?
        -Jak już mówiłem, nagrywałem w studiu i jeszcze udzieliłem wywiadu w radiu. Ty byłaś w szkole, prawda?
        -Tak, było fajnie...
        -Poznałaś kogoś?
        -Tak, koleżankę.
        -To dobrze.... Masz ochotę na gorącą czekoladę?
        Staliśmy właśnie koło budki z napojami. Przytaknęłam grzecznie i już po chwili spacerowaliśmy powoli po parku popijając ciepły napój.
        -Jak to się stało, że przeprowadziłaś się do Zayna? 
        -No... Moi rodzice wyjechali do NY a ja nie chciałam z nimi jechać.
        -Nie mogłaś zostać w Bradford? Przecież miałaś tam znajomych, przyjaciół...
        -Nie, bo... - nie wiedziałam, co miałam mu powiedzieć. "Nie mam przyjaciół"? Nie. Uznałby mnie za dziwaczkę- Nie mogłam zostać sama, jestem niepełnoletnia.
        -Aha... Mam nadzieję, że poznasz wielu nowych przyjaciół- odparł ciepło.
        -Ja też- uśmiechnęłam się blado i poszliśmy dalej w milczeniu.
        Usiedliśmy na ławce i przyglądaliśmy się dwóm gołębiom, skaczącym wesoło po drugiej stronie chodnika.
        -Keviny... - zaśmiał się cicho pod nosem.
        -Co?
        -Louis miał kiedyś plastikowego gołębia i nazwał go Kevin- uśmiechnął się na wesołe wspomnienie.
        -Ile masz lat, Harry?
        -Prawie 20. A ty? Mówiłaś, że jesteś niepełnoletnia...
        -Tak. W lutym skończę 18 lat.
        -Mam czuć się zaproszony?
        -Na osiemnastkę? Jeśli uda mi się coś zorganizować, to pewnie.
        -Pomogę ci. Lubię urządzać imprezy. Poza tym, reszta zespołu też pewnie będzie chciała ci pomóc.
        -No dobrze - uśmiechnęłam się, wyobrażając sobie Zayna, Harrego, Louisa, Nialla i Liama dmuchając baloniki i rozwieszając serpentyny.
        -Wiesz, Steph, nie jesteś taka, jaką dostrzegłem cię w piątek.- uśmiechnął się delikatnie.
        -To znaczy?
        -Nie jesteś przeciętną nastolatką, zwykłym szaraczkiem bez charyzmy. Jesteś zabawna, miła i bardzo ładna.
        Zawstydzona, spuściłam głowę. Poczułam że się rumienię.
        Nagle poślizgnęłam się, no bo jak to w styczniu bywa, wszystkie kałuże były zamarznięte. Dosłownie, prawie leżałam na brudnej, mokrej, zimnej powierzchni , gdy usłyszałam, że ktoś głośno wciąga powietrze, i poczułam, jak ktoś mnie złapał. Otworzyłam zaciśnięte wcześniej ze strachu oczy i zobaczyłam, jak Harry przygląda mi się w milczeniu. Jego twarz wyrażała ulgę i stres. Zanim zdążyłam się podnieść, delikatnie musnął nosem mój, a następnie mnie pocałował. Och... Harry jest taki delikatny i słodki. Miałam ochotę zatopić się w jego miękkich ustach. Po chwili odsunął się i pomógł mi wstać. Staliśmy na przeciwko siebie  i patrzeliśmy sobie w oczy. Jako pierwsza, ciszę przerwałam ja.
        -Ja... - wydukałam. Byłam zszokowana tym co się stało.
        -Steph, przepraszam. Nie powinienem był tego robić.
        -Nie, nic się nie stało...- Czy ty wiesz, co właśnie zrobiłeś??? To mój pierwszy pocałunek. Ach... Spojrzałam na zegarek. Już po 21.- Muszę iść.
        -Nie Steph, przepraszam, zostań jeszcze trochę... - nalegał.
        -Ale po co- jego twarz zdradzała mi, że jest mu naprawdę przykro, ale również, że jest z siebie dumny.- Poza tym, Zayn i Pezz niedługo wrócą. Nie chcę, żeby się o mnie martwili.
        -No dobrze... Napiszę.
        -Okej - powiedziałam przelotnie i ruszyłam stronę ulicy.
        Szłam wolnym krokiem, co chwilę spoglądając na instrukcje od Zayna. Było już ciemno. Ulice oświetlały tylko latarnie. Droga powrotna zajęła mi więcej czasu. Było po 22.

*Oczami Zayna*
        -Nie martw się Zay, znajdzie się - pocieszała mnie Pezz.
        Kucała przede mną, a ja siedziałem na kanapie z twarzą schowaną w dłoniach. Nie wiedziałem gdzie jest Stephanie. Dzwoniłem do właściciela parku, na policję ( żeby upewnić się, czy nie zatrzymano jej), do szpitala (wypadek, bójka, cokolwiek), do chłopaków, ale nikt nic nie wiedział. Powoli odchodziłem od zmysłów. Bardzo się o nią martwiłem. To przecież moja siostra. 
        Nagle razem z Perrie usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi. Zamarłem. Pezz poszła otworzyć. Proszę, niech to będzie ona, błagam!

-----------------------------------------
Piąty rozdział.... wow... 
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, po prostu nie miałam dostępu do komputera. Był w naprawie i dzisiaj mi go zwrócili.
Trochę martwi, że nie zostawiacie komentarzy, ale cóż... Może kiepsko piszę?
Następny rozdział napiszę najpewniej przed feriami (17.02).
Życzę wesołych ferii wszystkim, którzy mają teraz wolne. Pamiętajcie, że kiedy my będziemy mieć ferie zimowe, wy będziecie musieli  się uczyć, więc, proszę, nie chwalcie się tym... 

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział 4.


        Tego dnia obudziłam się o 7:00, bo o 8:00 miałam mieć pierwszą lekcję w nowej szkole. Nie wiedziałam, czy odnajdę się wśród nowych osób, czy mnie zaakceptują, czy zaprzyjaźnię się z kimś... Tyle zmartwień. Najgorsze w tym jest to, że od piątku nadal mnie boli głowa. Ospana, nie wiedząc co robię, zrobiłam sobię kanapkę z bitą śmietaną.
        Część mojego umysłu zaczeła myśleć o Harrym. Harrym i jego słodkiej twarzy, jego poczuciu humoru, jego uroczych, kręconych włosach. Nie mogłam uwierzyć, że w jeden wieczór zdążył mi tak namącić w głowie. Może warto byłoby się z nim zaprzyjaźnić?
        Pierwsza lekcja strasznie mi się dłużyła. Omawialiśmy właśnie na Historii Europę Zachodnią w XIV wieku. Na tablicy nauczyciel zapisywał szybko mnustwo słów, których na nadanżałam przepisywać. Siedziałam sama w ostatniej ławce. Co jakiś czas ciekawscy odwracali wzrok w moim kierunku, lecz nikt się nie odezwał.

       W porze lunchu, przygotowana na siedzenie samej, podreptałam powoli do stołówki i czekając na swoją kolej w kolejce myślałam o informacjach przetwożonych do tej pory. Nagle odezwał się ktoś stojący za mną.
        -Hej! Nazywam się Vanessa Morgan, ale wszyscy mówią do mnie Vans. Ty musisz być Stephanie. Siostra mojego przyszłego męża.
         Szybko zasłoniłam ręką usta, żeby nie parsknąć śmiechem. No tak. Directionersi. Musiałam być na to gotowa. W końcu mój brat był idolem większości populacji światowej.
        -Cześć. Miło mi cię poznać. - odpowiedziałam, a ona wybuchła.
        -OMG!!!!! Nie mogę uwierzyć, że rozmawiam z samą siostrą Zayna!!! To takie niesamowite i ekscytujące. Jak to jest być jego siostrą?!
        -Ehm... Normalnie. Nie traktuję go jak megagwiazdę. Praktycznie znam go od paru dni i dopiero zaczynam go poznawać.
        -Acha... Chcesz ze mną usiąść przy stoliku?
        -Czemu nie? - i tak nie chciałam kolejny raz sama siedzieć.
        Kiedy zajęłyśmy miejsca przy osobnym stoliku we wschodnim kącie dużej sali, Vanessa zaczęła na mnie patrzeć ze zdiwieniem, a zarazem ze smutkiem w oczach.
        -Wiesz co? Nie rozumiem cię. - oświadczyła
        -Dlaczego? - jej pytanie mnie zdekoncertowało.
        -No bo jesteś siostrą takiego przystojniaka, a przyszłaś normalnie do publicznej szkoły. Odważna jesteś.
        -Wcale nie. Bałam się tu przychowdzić.
        -Czemu? Tu jest świetnie. Tolerancyjni uczniowie, bardzo sympatyczni nauczyciele, ciekawe projekty szkolne... Tyle by wymieniać...
        -No tak, tylko... No bo ja nie lubię być w centrum uwagi.
        -Rozumiem... Możesz się czuć dziwnie, gdy stanowisz sensację szkolną... Zmieńmy temat. Kiedy przyjechałaś do Londynu?
        -W piątek.
        - I co robiłaś kiedy już byłaś na miejscu?
        -Właściwie to nic. Zayn urządził mi przyjęcie powitalne i musiałam na nim być.
        -Co ty gadasz?! Impreza? Dla ciebie? Musiałaś się świetnie bawić.
        - Tak... ale źle się poczułam i wyszłam wcześniej.
        -A poznałaś chłopaków z zespołu?
        -Tak...- wiedziałam, że wybuchnie.
        -OMG!!!!!!!! I że ty tam nie padłaś na zawał to jestem w szoku. Jak się zachowałaś?
        -No... powiedziałam " Miło mi was poznać"
        - O Jezu... Ja zaczełabym krzyczeć i piszczeć...
        Nagle rozległ się dźwięk dzwonka. Vans zabrała swoją tackę i poczekała na mnie.
        -Co masz teraz?- spytała
        -Chyba biologię.
        -Ja mam angielski. To do zobaczenie.
        -Cześć.
        Na biologii omawialiśmy układ krwionośny. Lubiłam biologię z tego powodu, że była o roślinach, zwierzętach, ludziach... Rzeczach autentycznych.
        Kiedy wróciłam ze szkoły do domu, Zayn siedział na kanapie w salonie, słuchał MTV i notował coś w zeszycie. Poszłam do swojego pokoju, zamknełam drzwi i zaczęłam odrabiać lekcje. Nie lubiłam mieć niczego na ostatnią chwilę.
        Podczas robienia ostatniego zadania zadzwonił mój iPhone. Pewnie mama się o mnie martwi - pomyślałam -  tak, to na pewno ona. Bo kto inny? Nikomu innemu ni dawałam mojego numeru. Oprócz Zayna, ale to było oczywiste. Ale ro nie był ani on, ani mama. Z głośnika wydobył się niski, zachrypnięty, męski głos. Z łatwością go rozpoznałam.
        -Hej Steph, co słychać? - powiedział Harry.
        -Cześć. Dobrze, odrabiam lekcje. A u ciebie?
        -Właśnie skończyłem pracę w studiu i jestem w drodze do domu.
        -To fajnie. Zaraz... Z kąd masz mój numer?
        -Zayn mi podał dzisiaj na proóbie. No wiesz, kiedy ty byłaś w szkole -zaśmiał się cicho.
        -Co w tym takiego śmiesznego, że chodzę do szkoły?
        -Nic. Żałuję, że ja nie mogę. Bardzo ją lubiłem...
        -Okej... Chcesz coś ode mnie? Bo muszę kończyć lekcje.
        -Dużo ci jeszcze zostało? - spytał.
        -Nie... kończę statnie zadanie. Czemu pytasz?
        -Może miałabyś ochotę pójść do parku ze mną?
        Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Czy on właśnie zapraszał mnie na randkę? Nie, to niemożliwe. To tylko zwykłe, przyjacielskie spotkanie. Na pewno.
        -To jak? - spytał, przerywając moje rozmyślenia.
        -Eee... No okej. Gdzie i kiedy?
        -Za godzinę w parku koło fontanny?
        -Dobrze. To pa.
        -Do zobaczenia Stephanie.
        Po zakończonej rozmowie poszłam do Zayna. Nadal siedział na sofie, tyle że już nie pisał. Usiadłam koło niego i zaczęłam oglądać telewizję. Leciał ranking największych muzycznych hitów 2013 roku.
        -Co tam, Steph? Jak było w szkole?
        -Dobrze... poznałam koleżankę.
        -Naprawdę? Jak się nazywa?
        -Vanessa Morgan.
        -Nie znam.
        -Bardzo sympatyczna, na prawdę.
        -To miło, że poznałaś kogoś miłego.
        -No... Co wcześniej pisałeś?
        -Tekst do nowej piosenki. Odrobiłaś już lekcje?
        -Tak... Zay, gdzie jest park?
        -Jakieś pół godziny z tąd na zachód. A co?
        -Chciałabym się tam dzisiaj wybrać.
        -Sory, dzisiaj nie mogę. Umówiłem się z Perrie do kina. Jak chcesz możemy pójść jutro.
        -Nie... Sama pójdę. Zależy mi na tym, żeby dzisiaj iść. Chcę odreagować szkołę.
        -Zmęczona, co? Dobra, to zostawię ci instrukcję, jak dojść. Kiedy będziesz chciała iść?
        -Za 15 minut?
        -Spoko.
        Poszłam do swojego pokoju, aby się przebrać. Po kilku minutach postawiłam na luźny, jasny sweter i czarne legginsy. Założyłam jeszcze małe, srebrne kolczyki i zaczesałam włosy do tyłu. Pomalowałam rzęsy tuszem, a na powiekach pociągnełam cienkie paski eyelinera. Byłam usatysfakcjonowana ze swojego wyglądu. Cóż- pomyślałam - albo mu się spodobam, albo nie.

============================
Jeeeeeej!!!!! Jest 4 rozdział. Do tej pory najdłóższy. Mam nadzieję, że się podoba. Następny napiszę, kiedy będzie przynajmniej 5 komentarzy <33333333 ***

wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 3.


        Długo zastanawiałam się, w co by się ubrać na imprezę. W końcu miała być to moja pierwsza. Nie miałam ochoty na nią iść, ale Zayn tak prosił, że wreszcie się zgodziłam. W ogóle ta impreza nie miała sensu. Wolałabym posiedzieć u siebie w pokoju i przejrzeć podręczniki. Przecież w poniedziałek miałam iść do nowej szkoły.
        Włożyłam na siebie dżinsową bluzkę i czarne legginsy. Do tego białe trampki. Poszłam sprawdzić co robi Zayn. Ku mojemu zdziwieniu w mieszkaniu nie było porozwieszanych dekoracji.
        -No to kiedy przyjdą goście? - spytałam nieśmiało.
        -Goście już są. To my musimy iść.
        -Gdzie?
        -To niespodzianka - powiedział i wziął mnie za rękę - zaufaj mi.
        -Gdy tylko wysiedliśmy z windy zasłonił mi oczy. Szliśmy przez mniej więcej 10 minut. Potem ktoś otworzył drzwi. Weszliśmy do środka i zabrał ręce z mojej twarzy. Przede mną znajdowała się sala wypełniona po brzegi ludźmi, którzy mi się przyglądali. Od razu spłonęłam rumieńcem.
        Sala wyglądała tak, jak każda impreza z okazji 18-tego rou życia. Przynajmniej takie, jakie widuje się w filmach. Ciemno brązowe ściany zdobiły wielokolorowe serpentyny. Po środku sufitu wisiała duża kula lustrzana w stylu retro. Tak - pomyślałam - nie mieli na kogo kasy wydawać. Było więcej osób, niż zapowiedział mi Zayn. Większość z nich miała wypisane na koszulkach i twarzach " I Love One Direction" lub "One Direction są najlepsi" Domyślam się, że to są ci " fani ", o których wspominał Zayn.
        -Steph, poznaj proszę Perrie - moją narzeczoną - powiedział, wskazując na uroczą blondynkę, o drobnej posturze i pięknych, błękitnych oczach.
        -Cześć... - powiedziałam nieśmiało.
        - Cieszę się, że w końcu mam przyjemność cię poznać. Zayn ciągle mówił o tym, że przyjeżdżasz.
Zayn lekko szturchnął ją łokciem, a ja wzrokiem przeleciałam salę dookoła. W moim kierunku szła grupka ludzi : uroczy blondyn, krótko obcięty brunet, obok niego szła szczupła, wysoka kobieta, dalej chłopak o roztrzepanej czuprynie z wysoką brunetką, a na końcu słodki chłopak z uroczymi, chłopięcymi loczkami.
        - Stephanie, znasz już może moich przyjaciół? - zapytał Zay.
        -Nie... Nie kojarzę...- przyznałam, choć inna nastolatka wygłosiłaby ich pełny życiorys.
        -No to poznaj. To jest Niall, koło niego Liam i Sophia, obok Louis z Eleanor a na końcu Harry.
        -Miło mi was wszystkich poznać - powiedziałam, a wszyscy, oprócz Sophii, uśmiechneli się do. Nie pogodnie.
        Impreza toczyła się dalej, a moją głowę wypełniały szmery ludzi i głośna muzyka. Siedziałam przy osobnym stoliku i popijałam sok pomarańczowy. W pewnym momencie przysiadł się do mnie Harry - zniewalająco piękny loczek.
        -Hej, jak się bawisz? - spytał
        -Szczerze mam już dość, a ty?
        -Jestem już zmęczony. Tyle osób prosi mnie o autograf i robi sobie ze mną zdjęcia, że mam po prostu dość, jak ty.Chyba wyjdę wcześniej. - powiedział, a ja wpadłam na pewną myśl.
        -Harry, wiesz gdzie mieszka Zayn?
        -Tak... To po drodze do mnie. Mieszkam kilka bloków obok. Czemu pytasz?
        -No bo, jak już mówiłam, mam dość tej idiotycznej imprezy i chcę jak najszybciej z niej wyjść. Nie chcę robić Zaynowi kłopotu, bo rozmawia z Perrie. Wiëc, jeśli nie będzie to dla ciebie kłopot, to czy mógłbyś mnie odprowadzić?
        -Pewnie. Masz klucze?
        -Nie... Wezmę od brata i zaraz wrócę.
        -Dobrze, to czekam.
        Poszłam do zayna i poprosiłam go o klucze do mieszkania.
        -A trafisz tam sama? - spytał, a ja wyczułam w jego głosie, że się o mnie martwi.
        -Harry powiedział, że mnie odprowadzi.
        -To okej...- podał mi klucze - Tylko nie otwieraj nieznajomym. Spodziewaj się, że wrócę po drugiej.
        -Mówisz jak mama, Zayn... - wszyscy, we troje, zaczeliśmy się śmiać. Wróciłam do baru, gdzie czekał na mnie mój kompan.
        -To jak, idziemy?
        -Pewnie.- odpowiedział
        Podczas drogi dużo rozmawialiśmy. Byłam w szoku. Nie wiedziałam, że potrafię tyle mówić. Nigdy nie miałam okazji. Harry wypytywał się o wszystko : o rozmiar buta, czy farbuję włosy, jak się nazywają rodzice itp. Gdy dotarliśmy pod mój blok, zapytał mnie, czy trafię do mieszkania.
        -Nie... Wiesz, szłam tam tylko jeden raz...
Więc weszliśmy ( raczej wjechaliśmy windą, ale ok. ) na te 21 piętro i pod mieszkaniem 63 zaczął się ze mną żegnać.
         -Do zobaczenia. Miło było poznać siostrę Ząyna. Mam nadzieję, że jesze kiedyś się spotkamy.
        -Ja też. - otworzyłam kluczem zamęk w drzwiach - No to pa.
        -Dobranoc Stephanie - powiedział swoim słodkim, zachrypniętym głosem.
==========================
Mam nadzieję, że podoba wam się mój blog.
Wielką motywacją dla mnie byłoby, gdybyście zostawiali komentarze, w których napiszecie, co sądzicie o danym rozdziale.
W razie pilnej sprawy znajdziecie mnie tu:
POCZTA: modnapati@gmail.com
TWITTER:   @pateczka340   link :  https://twitter.com/pateczka340
* INSTAGRAM:  http://instagram.com/patrishiaplocha
* TUMBLR:  http://music-mypassion.tumblr.com/
* ASK :    http://ask.fm/modnapati340

czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział 2.


             Zayn ( oraz spora grupa jego fanów) przyjechał po mnie na lotnisko i przywiózł do domu. Mieszkał w bloku na 21 piętrze w mieszkaniu nr. 63. Jest to jeden z ładniejszych bloków, jakie widziałam w tej okolicy. Do tej pory żadne z nas się nie odezwało. Krępującą ciszę przerwałam ja, gdy zobaczyłam mój nowy pokój.
           - Wow. Ale on piękny! - wyksztusiłam
           Rzeczywiście, mój pokój był cudny. Jego ściany były ciemnofioletowe, a na nich wisiały obrazy kwiatów. To nie były zdjęcia. To były rysunki tak piękne, że nie mogłam od nich oderwać wzroku. Pod ścianą, koło okna stało ciemnobrązowe biurko, a na nim potężna, biała lampa. W przeciwnym rogu pokoju stało duże łóżko o brązowej ramie i białej pościeli, a nad nim wisiał biały baldachim. Podłogę przykrywały czarne panele. W rogach stały szafy zlewające się kolorystycznie ze ścianami.
          -Cieszę się, że ci się podoba.- odpowiedział - Rozgość się . Jakbyś czegoś potrzebowała, to będę w pokoju obok.
          -Okej - rzuciłam przelotnie i zabrałam się do rozpakowywania moich walizek.
           Następne 3 godziny układałam moje ubrania w szafie, porozklejałam plakaty, poukładałam płyty koło wieży stereo. Gdy wszystko skończyłam, wyszłam z pokoju. Naprzeciwko mnie znajdowały się drzwi z napisem " W-C". Weszłam i zobaczyłam jasnoniebieskie ściany, przyzwoicie kontrastujące z ciemnymi kafelkami na posadce. W jednym rogu stała kabina prysznicowa a z drugim wanna. Tuż obok stał zlew
z lustrem i półkami na kosmetyki. Gdy stamtąd wyszłam wyszłam, postanowiłam skorzystać z rady Zayna i odwiedzić go w jego pokoju.
         Na czarnych ścianach wisiały obrazy podobne do moich, więc postanowiłam spytać się go o miejsce ich kupna.
         -Nie kupiłem ich - tłumaczył - Namalowałem je i pomyślałem, że dam ci kilka. Podobają ci się?
         -Są bardzo ładne - mówiąc to przypomniałam sobie, jak wielu rzeczy jeszcze nie wiem o moim bracie - Nie wiedziałam, że interesujesz się sztuką. Opowiedz mi coś o sobie - zaproponowałam.
         - A co byś chciała wiedzieć? Pytaj śmiało.
         - Na początku chciałabym wiedzieć, czym się zajmujesz, jakie masz pasje itp.
         - Z zawodu jestem piosenkarzem, ale pewnie już to wiesz. Śpiewam w zespole One Direction, a ci ludzie na lotnisku to Directionersi - nasi fani. Poza tym kocham malować. Wystawiam swoje prace do galerii.
         - Jak to jest być rozpoznawanym na całym świecie? Nie męczy cię ta cała uwaga ciągle skupiona na tobie? - ciągle się dopytywałam. Zrobiło mi się głupio, że weszłam na ten temat, ale to było nieuniknione. Korciła mnie ciekawość.
           - Nie jest tak źle, jeśli masz przyjaciół, z którymi non stop się wygłupiasz. Z nimi nigdy się nie nudzę. Szczerze to rzadko myślałem o powrocie do domu. Oczywiście tęskniłem, ale dało się jakoś przeżyć. A ty? Tęskniłaś za mną? - podchwytliwe pytanie. Postanowiłam się chwilkę z nim podrażnić.
          -Tak troszkę... - spojrzał na mnie gniewnie. Postanowiłam dać mu spokój - Baaaardzo tęskniłam. Tylko, że nie dzwoniłeś, nie pisałeś...
          - Bo nie miałem czasy. Zrozum. Chodziłem na próby, pracowaliśmy w studiu, jeździliśmy w trasy, mieliśmy sesje zdjęciowe i wychodziło tak, że w domu, a raczej w hotelu, byliśmy dopiero o 3 w nocy i musieliśmy spać.
           - Co nie zmienia faktu, że istnieje coś takiego jak telefon i mogłeś napisać chociaż SMS'a typu " Hej to ja. U mnie wszystko dobrze."
           - Przepraszam. Dość o mnie. Opowiedz mi o sobie. Czym się interesujesz?
           - Lubię śpiewać i tańczyć. Robię to od 5 lat.
           - Och... - roześmiał się - Niezła rodzinka. Ty wschodząca gwiazda, ja już osiągnąłem sukces, tata bizmesman i mama kosmetyczka.
        -Taak... - ja również przejęłam jego humor.
        - No a ile ty teraz masz lat? - spytał niespodziewanie
        -17, a co?    
        -Bo nie wiem jakie napoje mają być na twojej imprezie powitalnej.
        -O nie! Ja nie chce żadnej imprezy. Proszę nie!
        -Bo? Zaśpiewałabyś coś. Będzie fajnie.
        -Nie. - oświadczyłam - Nie lubię śpiewać publicznie.
        -To nie śpiewaj. - zaproponował- Tylko bądź tam. Poznasz chłopaków z zespołu. Jest piątek.
W piątki zawsze są imprezy.
        -A ile tam będzie osób?- spytałam zmęczona tą kłótnią, która z resztą nie miała sensu.
        -Około stu. Chyba, że ktoś się dodatkowo wkręci.
        -No okej, ale pod warunkiem, że nie zostawisz mnie samej.
        -Super! No pewnie.
        -Kupiłeś mi podręczniki do szkoły? - postanowiłam zmienić temat.
        -Tak, są w twoim biurku.
        -Dzięki - odpowiedziałam i włączyłam plazmę.  

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 1.


                        7:00. O tej godzinie normalni ludzie śpią, a ja siedzę w hali odlotów na lotnisku w Bradford. Celem mojej wyprawy jest Londyn położony na południu Anglii. Mama z tatą wyruszają w zupełnie przeciwnym kierunku, na drugi koniec świata, a ja kraju. To nie fair. Ale cóż... Fakt, że jestem niepełnoletnia nie pozwolił mi mieszkać samej. Wspólnie ustaliliśmy, że zamieszkam u mojego brata, Zayna, który po ukończeniu 18 lat opuścił nas mówiąc, że chce spełniać marzenia. Do tego czasu nie miałam z nim kontaktu, ale z gazet i telewizji wiem, że należy do najsłynniejszego boysbandu na świecie. Mam nadzieję, że spodoba mi się w stolicy...
                        Nazywam się Stephanie Kristen Malik, mam 17 lat i do tej pory mieszkałam w Bradford. Mam 170cm wzrostu. Moją pasją jest śpiewanie i taniec( co pewnie odziedziczyłam po bracie) Mam długie czarne włosy z jednym kremowym pasemkiem z przodu głowy. Zazwyczaj noszę stare, znoszone sfer\try i obcisłe spodnie, bodajże legginsy. Mam bardzo jasne niebieskie oczy, mały nos i wąskie usta. Najgorsze we mnie jest to, że mam bladą karnację, i żebym nie wiem ile się opalała, nigdy mi się to nie uda.
                         W starej szkole nie byłam akceptowana przez rówieśników, gdyż fakt, że jestem muzułmanką niektórych odpycha. Nigdy nie chodzę na dyskoteki, nigdy nie miałam chłopaka ani przyjaciół. Kocham czytać książki, słuchać muzyki i oglądać stare filmy na DVD. Przez 4 lata chodziłam do centrum kultury na naukę śpiewu. Teraz śpiewam tylko u siebie w pokoju, gdy nie ma nikogo w domu. Cała ja...